-->
Giełda papierów wartosciowych
Jak grać na giełdzie Inwestycje Blog


Wróć   GPWinfo Forum inwestorów giełdowych- inwestycje, analizy giełdowe,gpw,akcje,waluty,forex > Finanse Giełda -ogólne > Hyde Park

Ważne komunikaty

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
stare 27-07-2017, 22:29   #1
Jarek
Administrator
 
Zarejestrowany: 25-11-2006
Postów: 3,575
Siła Reputacji: 10
Jarek is on a distinguished road
„ Afera 100 sekund " na GPW

Operacja z 4 lutego 2004 roku znana również jako „Afera 100 sekund” Jednym z jej głównych aktorów był Arkadiusz Oziębło sekretarz generalny Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego. Przedstawiamy kulisy wydarzeń i ustalenia własnego śledztwa .

Główne postacie:


Arkadiusz Oziębło (ur. 1973) – deweloper, sekretarz generalny Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego, prezes Stowarzyszenia Sprintu Samochodowego, były mistrz Polski w sprincie samochodowym, makler (licencja nr 1582, wciąż aktywna). Pełnomocnik i właściciel spółki Cagliari, która na gwałtownych wahaniach kursu kontraktów terminowych na WIG20 4 lutego zarobiła 2,6 mln złotych.

Rafał G. (ur. 1974) – były pracownik BDM PKO BP. 4 lutego 2004 roku wprowadził do systemu giełdowego najpierw zlecenie sprzedaży 4 tys. kontraktów terminowych na WIG20, następnie zlecenie kupna 4 tys. kontraktów. Wywołane tymi zleceniami gwałtowne wahania kursów umożliwiły osiągnięcie zysku spółce Cagliari. W przeszłości skarbnik SSS, także zawodnik. Przyjaciel Arkadiusza Oziębło. Po 4 lutego zniknął z życia publicznego.

Akt I: Wilk z Książęcej

Gmach przy ulicy Książęcej w Warszawie dzieli od Sejmu zaledwie kilka minut. Jednak Arkadiuszowi Oziębło przemierzenie tej drogi może zabrać znacznie dłużej. Kim jest człowiek, który w ciągu zaledwie stu sekund zdobył miliony złotych?


- Zamiast narzekać na szaleńców, którzy systematycznie rujnują Polskę, postanowiłem coś zmienić. To taki mój mały, osobisty wkład i jednocześnie wyraz sprzeciwu wobec szarej rzeczywistości i straconych perspektyw. Nikt też nigdy nie zarzuci mi, że nie spróbowałem przywrócić mojego kraju do szeroko rozumianej normalności gospodarczej i budżetowej – tak Arkadiusz Oziębło wyjaśnia motywacje, które skłoniło go do przyłączenia się do Nowej Prawicy JKM. Spotkanie z nami odwołuje, tłumacząc się brakiem czasu na finiszu kampanii wyborczej. Na pytania odpowiada mailowo - Interesują mnie głównie zagadnienia gospodarcze – w tym powszechny absurd dodruku pustego pieniądza – i niezrozumiałe ograniczenia biurokratyczne, które zazwyczaj niszczą energię Polaków, często zmuszając ich do emigracji – zakreśla swoje kompetencje Oziębło.

Zanim rozpoczął karierę w polityce, próbował ją zrobić na rynku kapitałowym. Równolegle rozwijał swoją pasję - wyścigi samochodowe na 1/4 mili. Oziębło jest założycielem i prezesem Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego. Droga i niebezpieczna zabawa z upływem lat zdobywała coraz większe rzesze fanów zainspirowanych filmowymi wyczynami ekipy Vin Diesel’a.

Bracia Madoff: 160 lat za kratami

W 1997 roku zatrudnia się w DM Banku Handlowego (wtedy Centrum Operacji Kapitałowych), gdzie pracuje jako sales trader – przyjmuje i przekazuje na giełdę zlecenia od inwestorów instytucjonalnych. W 1998 roku zarabia 45 tys. złotych, rok później już 90 tys., w latach 2000-2001 po około 200 tys. złotych. – Różne rzeczy się dzieją, jak jedna instytucja przejmuje drugą. To była dobra nauka – tak Oziębło odpowiada na pytanie, jakie były przyczyny jego dyscyplinarnego zwolnienia z DM BH w marcu 2001 roku. W 2000 roku kontrolę nad Bankiem Handlowym przejął amerykański Citibank, w 2001 roku rozpoczął się proces łączenia obydwu instytucji. Przed dekadą jako powód zwolnienia Oziębły prasa podawała m.in. preferencyjne traktowania zaprzyjaźnionych klientów.

Kolegą Oziębły z toru wyścigowego i pracy jest Rafał G. „Gruby” – przez ponad dwa lata pracowali razem w DM BH, G. był także skarbnikiem SSS. Kto w tym duecie jest postacią dominującą można wywnioskować po zarobkach: dochody G. są niemal dwa razy niższe niż Oziębły. Ich wspólnym znajomym z biura jest także Bartosz Janczy, licencja maklerska nr 607. W 2002 roku Janczy przechodzi do BDM PKO BP i pociąga za sobą G.

Po zwolnieniu z BH Oziębło znalazł zatrudnienie w Przedsiębiorstwie Wielobranżowym Apis, firmie zajmującej się budową domów drewnianych. Jej właścicielami są Henryk Oziębło i jego syn Daniel Oziębło, rodzina Arkadiusza. Jednocześnie Arkadiusz Oziębło intensywnie spekuluje na rynku kontraktów na WIG20. W ciągu sesji buduje pozycje o wielkości kilkudziesięciu, czasem kilkuset kontraktów, które przed końcem notowań zawsze zamyka - jest day-traderem. W latach 2002-2003 dochody Oziębły spadają do 10 tys. zł rocznie. Pytany z czego się utrzymywał, zasłania się niepamięcią.

Akt II: Pierwszy Milion

W 2003 roku Arkadiusz Oziębło poznaje Włodzimierza Boguckiego, który w latach 80-tych XX wieku wyemigrował z Polski. Osiadł w RPA, a gospodarstwo rolne w Polsce zamienił na karierę w branży finansowej. Przed ponad dekadą pracował dla jednego ze szwajcarskich butików inwestycyjnych (MC Trustco), który poszukiwał możliwości zainwestowania pieniędzy w Polsce. W tym także rozglądał się za „talentami inwestycyjnymi”. Jednym z nich miał być Oziębło.

Za pośrednictwem Boguckiego Oziębło trafił do szwajcarskiej firmy ECTS, która zarządzała (pełniła funkcję dyrektora) zarejestrowaną na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych spółką Cagliari. Brytyjskie Wyspy Dziewicze to jeden z rajów podatkowych – to właśnie na tę karaibską wyspę przenosili swoje aktywa Rosjanie, po załamaniu systemu bankowego na Cyprze w 2013 roku. Cagliari był gotowym do rozpoczęcia działalności wehikułem, przy pomocy którego można było prowadzić na przykład działalność inwestycyjną, przy minimalnych obciążeniach podatkowych. Jesienią 2003 roku Oziębło zostaje właścicielem Cagliari (precyzyjnie – beneficjentem), a następnie pełnomocnikiem spółki. Przy pomocy wehikułu zamierza inwestować na GPW.

W styczniu 2004 roku na rachunek inwestycyjny Cagliari założony w DI BRE napływa 800 tys. euro. Skąd Cagliari ma pieniądze? Pożyczki w wysokości 1 mln euro udziela firmie szwajcarski Bank Leu AG. Pieniądze te trafiają potem do Credit Suisse, następnie do PKO BP. W PKO BP zostają przewalutowane na złotówki po czym lądują w BRE Banku by w końcu osiągnąć swój cel – DI BRE.

Dlaczego bank Leu udzielił pożyczki firmie, która nie prowadziła jeszcze działalności i nie miała żadnych aktywów? Pytany o to Bogucki zasłania się tajemnicą zawodową, milczy w tej sprawie także Oziębło. Zeznaje, że pożyczka ta została Cagliari udzielona na wniosek ECTS.

Jesienią 2003 roku rachunek inwestycyjny w BDM PKO BP otwiera Anna Kowal. Wpłaca na niego 5,5 tys. złotych, chce nauczyć się inwestowania na kontraktach terminowych. Transakcje zawiera na tak zwany nos. Chociaż ma minimalne środki jest obsługiwana przez Zespół Klientów Instytucjonalnych. Jego szefem jest Janczy, pracownikiem G. Anna Kowal stara się składać zlecenie za pośrednictwem G. 4 lutego 2004 Kowal przychodzi do głowy pomysł zagrania na wzrost kursu marcowych kontraktów na WIG20. Po powrocie do domu dzwoni do BDM PKO BP. Prywatnie Kowal jest żoną Daniela Oziębły, G. zna z wyścigów samochodowych.

Akt III: Operacja 100 sekund

4 lutego 2004 roku przed godziną 9.45 Arkadiusz Oziębło składa zlecenia zakupu tysiąca marcowych kontraktów na WIG20 po 1464 pkt i sprzedaży dwóch tysięcy kontraktów tej samej serii po 1786-88 punktów. Kursy w zleceniach oddalone są o 10 proc. od kursu odniesienia i niemal tyle samo od bieżących notowań i mają zerowe szanse na realizację. Tuż po 15.00 Oziębło składa kolejne zlecenia sprzedaży 500 kontraktów tej samej serii po kursach 1658-1750 pkt.

Godzina 15.15. Telefon od Anny Kowal odbiera G. Kowal składa zlecenie kupna czterech kontraktów terminowych na indeks WIG20 po każdej cenie. G. (sam nie miał uprawnień) korzystając z karty maklerskiej Bartosza Janczy, wprowadza zlecenie ze słuchawką przy uchu. Po wklepaniu zlecenia na taśmie nagrywa się 30 sekund ciszy, po której G. zaczyna krzyczeć „O ku... mać, ja pie... anuluj, anuluj to ku... anuluj to Bartek, ku... mać”. G. przeprasza Kowal i się rozłącza. Okazuje się, że zamiast zlecenie kupna wprowadził zlecenie sprzedaży. Nie czterech, ale czterech tysięcy kontraktów. Po czym – kiedy zauważył pomyłkę co do kierunku zlecenia, ale nie odnośnie ilości – naciskając kombinację kilku klawiszy wprowadził przeciwną dyspozycję. Kupna 4 tys. marcowych kontraktów na WIG20 po każdej cenie. Przed organami ścigania będzie się tłumaczył, że popełnił błąd, który odruchowo starał się naprawić i nie miał świadomości jak duże zlecenie wprowadzał do systemu. Dlaczego doświadczony pracownik spanikował przy pomyłce na tak niedużym zleceniu, choć logika nakazywałaby wklepać dyspozycję kupna 8 kontraktów na WIG20 po każdej cenie? Wprowadzając zlecenie Kowal bezpośrednio do giełdowego systemu Warset G. pominął oprogramowanie biura, które sprawdziłoby czy na rachunku zlecającego są pieniądze niezbędne na wniesienie depozytu zabezpieczającego.

Następuje gwałtowne załamanie notowań. Kurs serii marcowej spada z 1634 pkt., do 1526 pkt., po czym rośnie do 1788 punktów. Po osiągnięciu maksimum wraca do 1635 punktów. Całe zamieszanie trwa 100 sekund.

Realizuje się część zleceń Arkadiusza Oziębło i tym samym spółka Cagliari zawiera pierwsze w swojej historii transakcje. Ostatecznie, po zamknięciu pozycji zarabia na całej operacji 2,57 mln zł. Łącznie w wyniku nadzwyczajnych wahań kursu marcowych kontraktów 777 inwestorów osiągnęło zysk w wysokości 5,44 mln złotych. Rachunek Kowal obciążony zostaje stratą w wysokości 3,84 mln zł. Pokrywa ją BDM PKO BP, ponieważ zlecenia Kowal były zrealizowane niezgodnie z jej wolą. Pieniędzy tych biuro zamierza dochodzić w procesie cywilnym od oskarżonych, czeka na wyrok w sprawie karnej. Łącznie strata w wysokości 5,44 mln zł rozłożyła się na 307 inwestorów.

Akt IV: Chaos

Janczy i G. natychmiast dzwonią na GPW i informują, że wprowadzone zlecenia to błąd. Starają się je anulować. Jedna z linii obrony będzie mówić, że system Warset był niewydolny i nie działał w czasie rzeczywistym. Zawiesił się po zleceniu sprzedaży 4 tys. kontraktów i choć jeszcze przed realizacją zlecenia na kupno 4 tys. kontraktów Jancza i G. starali się je anulować, to nie byli w stanie. Mogli jedynie obserwować jak się realizuje. O anulowanie transakcji wystąpiło oficjalnie BM PKO BP, ale zarząd GPW zatwierdził wyniki sesji. Ówczesny prezes Wiesław Rozłucki stwierdził, że anulowanie błędnych transakcji byłoby groźnym precedensem, chociaż na rynkach rozwiniętych cofanie tego rodzaju transakcji jest normą. Podjął tym samym prawdopodobnie najgorszą decyzję w 15-letniej karierze na stanowisku szefa GPW.

Zatwierdzając wyniki sesji Rozłucki dał także argument obronie: przecież ich zlecenia było zgodne z regulaminem giełdy i zostały przez nią zatwierdzone. Nie można zatem mówić o żadnej manipulacji.

Testy stacji roboczej przez którą G. składał zlecenie wykazują, że miała ona zabezpieczenia, które wymagały potwierdzania tak dużych dyspozycji. Nie mógł też jednym klawiszem do cyfry 4 dodać trzech zer, żeby 4 przekształcić w 4 000. Tym samym nie mógł on zlecenia na 4 tysiące kontraktów wprowadzić do systemu przez pomyłkę i odruchowo. 10 lutego G. i Janczy zostają zwolnieni z pracy.

Panika ogarnia też DI BRE. Z powodu awarii systemu nagrywania, nie zapisują się zlecenia Oziębły. Michał Skowroński, makler który obsługuje Oziębłę dzwoni do Boguckiego z pytaniem czy Oziębło nie podpisałby zleceń na papierze. Bogucki przekazuje zgodę Oziębły, ale ten jest chory, więc 5 lutego Grzegorz Domagała, przełożony Skowrońskiego, jedzie do mieszkania Oziębły i tam dopełniają formalności.

Jak zezna jeden z pracowników Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (dziś KNF) Skowrońskiego z Oziębłą łączą serdeczne relacje. Kiedy dwa dni przed aferą Oziębło składa w imieniu Cagliari zlecenie na 2 tys. kontraktów na WIG20 Skowroński odkrywa, że w umowie między Cagliari i DI BRE limit otwartych pozycji ustalony jest na 1 tysiąc kontraktów. Ręcznie przeprawia jedynkę na czwórkę, na co nie ma wymaganej regulaminem biura zgody na piśmie od Domagały. Zeznaje, że otrzymuje taką zgodę ustnie, Domagała nie wyklucza, że jej udzielił. Skowroński – którego nazwisko pojawia się w naszych rankingach sales traderów - nie chce dziś odpowiedzieć na pytanie jakie jest prawdopodobieństwo, że wydarzenia z 4 lutego miały przypadkowy charakter.

W taki scenariusz nie chce uwierzyć nikt z rynku finansowego.

O tym, że cokolwiek wiedział z wyprzedzeniem o wydarzeniach z 4 lutego, stanowczo zaprzecza Bogucki. Deklaruje też, że miał żadnego udziału w zawartych w tym dniu transakcjach. To pytanie o tyle na miejscu, że Bogucki był drugim pełnomocnikiem Cagliari. To on szukał biura w Polsce za pośrednictwem, którego firma realizować będzie transakcje na GPW, negocjował wysokości prowizji. Choć w przeciwieństwie do Oziębły nie zawarł żadnej transakcji na polskim rynku, nie znał jego specyfiki. To Bogucki ustalił – tak wynika z zeznań – że hasło to potwierdzania zleceń będzie brzmiało „Helen”. Kiedy Oziębło działał na własny rachunek posługiwał się hasłem „Helena”. Bogucki woził umowy między Polską i Szwajcarią, z akt sprawy wynika, że o interes Cagliari dbał mocniej od Oziębły. Dziś wyjaśnia, że jego pełnomocnictwo ograniczało się do monitorowania działań Oziębły, o co poprosili go ludzie z ECTS. Jednocześnie gdyby Ozięblo osiągał dobre wyniki inwestycyjne, Bogucki rozważał powierzeniem mu większych pieniędzy.

- W tej sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia – komentuje wydarzenia z 4 lutego 2004 roku Oziębło.

Media natychmiast nagłośnił niecodzienne zdarzenie, a do akcji wkroczyła Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Od razu zaczęły pojawiać się podejrzenia, iż mogła zaistnieć zmowa między maklerem a inwestorem, który zarobił miliony. Poszkodowani zaczęli masowo składać skargi. Wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych Michał Masłowski jako jeden z pierwszych w wywiadzie dla PAP stwierdził, że wydarzenie to mogło być manipulacją.

W czwartek 5 lutego rachunek Cagliari został zablokowany. Kilka dni później wszelkie wątpliwości rozwiał Jacek Socha – szef KPWiG. Oznajmił on, iż „nie ma wątpliwości, że wydarzenia z ubiegłej środy mają charakter przestępczy”. To właśnie KPWiG zainterweniowała błyskawicznie i powiadomiła ABW. Zaalarmowany został również Generalny Inspektor Informacji Finansowej, który otrzymał zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa prania brudnych pieniędzy.

Cagliari zostaje namierzone. Komisja zawiesza na pół roku licencję Janczego. Zostaje on wraz z G. wyrzucony dyscyplinarnie z BDM. Prezes BDM – Jan Kuźma tłumaczy się pod naciskiem rozwścieczonych stratnych inwestorów, że też jest stroną poszkodowaną.

Oziębło i G. zostają zatrzymani przez ABW pod zarzutem oszustwa na szkodę inwestora i manipulacji kursem – tj. art. 286 kodeksu karnego oraz art. 177 ustawy o publicznym obrocie papierami wartościowymi. Prokuratura wystosowała wobec nich dozór policyjny oraz zakazała opuszczanie kraju.

Akt V: Nieuchwytna kasa

Przez trzy miesiące liczba skarg poszkodowanych rośnie. Wszyscy podejrzani milczą. Początkowa blokada zdobytych w wyniku operacji środków wynosiła miesiąc, po czym została przedłużona o kolejne dwa.

Po tym okresie rachunek Cagliari w DI BRE Banku, na którym znajdowało się około 6,5 mln złotych zostaje odblokowany, a cała suma w mgnieniu oka znika.

Rzecznik prokuratury tłumaczy się w mediach, iż blokada mogła być wydłużona wyłącznie w przypadku właściciela spółki, a Oziębło figurował oficjalnie jedynie jako pełnomocnik. Prezes giełdy – Wiesław Rozłucki po latach tłumaczył się w „Pulsie Biznesu”: „Pamiętam bardzo dobrze tę sprawę. Po południu 4 lutego przyszedł do nas wniosek z domu maklerskiego, aby anulować te transakcje, bo są wynikiem błędu. Polityka giełdy jest jednak taka, że nie ma mowy o anulowaniu jakichkolwiek transakcji. Potem okazało się, że to wcale nie błąd, ale celowe działanie tych dwóch osób”.

KPWiG nałożyła dodatkowo na BDM PKO BP karę w wysokości 400 tys. złotych. Po inspekcji zarzucono pracownikom biura, iż zlecenia przyjmowane były bez podawania imienia, nazwiska oraz hasła a część z nich przyjmowały osoby bez uprawnień. Ponadto BDM miał naruszyć zasady obrotu, nie dbał o interesy inwestorów oraz zlekceważył kodeks dobrych praktyk domów maklerskich. Jan Kuźma za bałagan w biurze zapłacił posadą.

Akt VI: Nietykalni do czasu

O ile śledztwo przebiegło jeszcze w miarę sprawnie, to sprawa utknęła w sądzie. Swojego rozgoryczenia nie kryje po latach były przewodniczący KPWiG – Jacek Socha, który podkreśla, że jego komisja była w stanie zidentyfikować podejrzane działania, szczegółowo je opisać i w bardzo krótkim czasie skierować zawiadomienie do prokuratury.

Akt oskarżenia trafia do sądu w listopadzie 2005 r. W lipcu 2007 r. akta wędrują z sadu rejonowego do okręgowego, po czym są odesłane z powrotem. Pierwsza rozprawa miała odbyć się dopiero w 2009 r. ale termin był ciągle przekładany. W efekcie sprawa ruszyła dopiero 18 marca 2011 r.

W czasie gdy wymiar sprawiedliwości przerzucał się aktami kariera Arkadiusza Oziębło nabiera rozpędu. Może bez przeszkód oddać się swojej pasji – w 2005 roku jako pierwszy w Polsce pokonuje ¼ mili poniżej 10 sekund. Startuje w barwach Lotos Rally Team, zostaje drużynowym i indywidualnym mistrzem Polski. Bryluje w TVN Turbo. Prosi sąd o zwrot paszportu, bo chciały reprezentować Polskę za granicą. Jego wniosek popiera Polski Związek Motorowy. – Obecnie nie staruję w zawodach, ale auto stoi w garażu prawie gotowe – pisze Oziębło.

Akt VII: Deweloper i budowniczy

W 2011 roku wspólnie z Mirosławem Kieleckim Oziębło zakłada spółkę komandytową Apis Oziębło. Kielecki to prywatny przedsiębiorca (rocznik 1959), z Oziębłą znają się od końca lat 90-tych. W aktach sprawy z 4 lutego pojawia się dokument, który stwierdza, że właścicielem kapitału Cagliari jest Kielecki. Ma błędną datę urodzenia, jest niepodpisany. Kielecki w trakcie przesłuchania zdecydowanie zaprzecza, że miał coś wspólnego ze spółką Cagliari, choć przyznaje, że miał oszczędności w Szwajcarii, interesował się także optymalizacją podatkową. Swoją znajomość z Oziębłą bagatelizuje, choć Oziębło był przed dekadą pełnomocnikiem Kieleckiego na rachunku inwestycyjnym i jednym rachunku bankowym. Między październikiem 2003 roku i kwietniem 2004 roku między Kieleckim i Oziębłą odbywa się 216 rozmów telefonicznych. - Nie wiem, czy Pana zmartwię, ale Pana hipoteza jest błędna, a dane niepełne. Natomiast moja hipoteza jest taka, że lubię rozmawiać przez telefon, bo głównie do tego on służy. Mam ten sam numer od piętnastu lat. Dobrze rozmawia mi się również z Panem, a w tzw. międzyczasie wykonuję różne czynności zawodowe, ale z tego – jak sam Pan rozumie – nie wynika, że podzielę się z Panem zyskiem albo stratą. Nie oznacza to również, że stanie się Pan moim wspólnikiem – tak Oziębło odpowiada na sugestię, że to aktywa Mirosława Kieleckiego mogły stanowić zabezpieczenie pożyczki dla firmy Cagliari.

Do Apisu Kielecki wpłaca 6 mln zł, spółka dostaje 10 mln zł kredytu z banku. Buduje dwa budynki mieszkalne w podwarszawskim Piastowie, ich nabywcy do mieszkań wprowadzają się w tym roku. Oziębło: - Pytanie o relacje z partnerami biznesowymi nigdy nie są łatwe. Powiedzmy, że łączy nas szorstka współpraca na polu zawodowym.

Mirosław Kielecki jest przewodniczącym rady nadzorczej notowanej na NewConnect spółki Apis SA. To firma powstała po odwrotnym przejęciu notowanej na alternatywnym rynku spółki HMSG, przez PW Apis, ten w sam w którym pracował Oziębło. Przez długi czas Apis SA nie informował akcjonariuszy, że Kielecki ma 80 proc. udziałów w PW Apis.

W 2013 roku Oziębło zakłada firmę Budowlana Oziębło Spółka Komandytowa, która dysponuje gruntami i pozwoleniem na budowę na warszawskim Targówku.

- A jakie jest kryterium oceny? Kartę bankomatową posiadam – tak Oziębło odpowiada na pytanie czy uważa się za człowieka zamożnego.

Akt VIII: Operacja Europarlament

W połowie 2013 r. Oziębło zapisuje się do niewielkiej partii Janusza Korwin-Mikkego. Partia kontrowersyjnego polityka właśnie po raz pierwszy od lat zaczyna pojawiać się w sondażach z wynikiem dającym jej realne szanse na przekroczenie progu wyborczego.

Oziębło stara się zbudować pozycję w oddziale stołecznym partii, który po klęsce wyborczej z 2011 r. jest budowany od podstaw. Niewielka grupa lokalnych działaczy chętnie nawiązuje znajomość z bogatym deweloperem, który wyróżnia się na tle ledwo wiążącego koniec z końcem ugrupowania.

Jego aspiracje są wysokie. Szybko zaczyna ubiegać się o jedno z najwyższych stanowisk w partii. W ostatnim kwartale 2013 r. Oziębło awansuje na Sekretarza Generalnego partii. Jak w jednym z wywiadów przyznaje prezes partii na decyzję miała wpływ rekomendacja ówczesnej rzecznik partii. Oziębło publicznie kilkakrotnie zaprzecza by planował start w wyborach do Europarlamentu. Nieoficjalnie takiej wersji zaprzeczają członkowie partii.

Wiceprezes partii – Artur Dziambor potwierdził, iż nazwisko Oziębły figurowało na liście kandydatów, którą zgłaszali prezesi poszczególnych oddziałów. Nowo mianowany prezes oddziału warszawskiego – Robert Gajda, który do Nowej Prawicy przyszedł z Unii Pracy, gdzie pełnił funkcję sekretarza generalnego Federacji Młodych, w rozmowie telefonicznej potwierdził, iż wpisał Arkadiusza Oziębło na listy kandydatów do europarlamentu.

Kierownictwo partii odrzuciło jednak kandydaturę dewelopera. Prezes ugrupowania w jednym z wywiadów zapewnia, iż błyskawiczna kariera Arkadiusza Oziębło w partii może skończyć się równie szybko jak zaczęła: to stanowisko mianowane w ciągu minuty, i w tym samym trybie rozwiązywane.

Akt IX: Wielki finał?

Historia najsłynniejszej afery na polskiej giełdzie może wkrótce mieć swój sądowy finał. Najbliższa rozprawa planowana jest na 12 czerwca – w dwa tygodnie po ogłoszeniu wyników wyborów do Europarlamentu. Oziębło i G. są oskarżeni o manipulację kursem kontraktów terminowych na WIG20 i pranie brudnych pieniędzy.

Czy sąd uwierzy wyjaśnieniom oskarżonych, że to co wydarzyło się na GPW 4 lutego 2004 roku było zbiegiem kilku niezwykłych przypadków oraz niesprawności urządzeń technicznych i systemów informatycznych?

Czy czeka nas kolejne odsuwanie w czasie procesu na skutek niedyspozycji sędziów jak miało to miejsce dotychczas?

Czy po dziesięciu latach poszkodowani doczekają się sprawiedliwości, a odpowiedzialni za „aferę 100 sekund” zostaną pociągnięci do odpowiedzialności? Można mieć tylko nadzieję, że tym razem polski wymiar sprawiedliwości stanie na wysokości zadania.


zródło : Forbes
Jarek jest nieaktywny   Odpowiedź z Cytatem
Sponsored Links
Welcome
Nie możesz zobaczyć dalszych wiadomości, proszę zaloguj się rejestracja.
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest Włączony
EmotikonyWłączony
[IMG] kod jest Włączony
HTML kod jest Włączony
Skocz do Forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:21.


Powered by vBulletin® Version 3.7.3
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
Copyright ©2006-2017, GPWinfo S.A.


REKLAMA
Forum Toruńskie - www.forumtorun.pl
Inżynieria Środowiska BLOG